I tak rejs przeszedł do historii. Krótko przed 9.00 rano, po śniadaniu opuściliśmy Grand Princess. Wieczorem odpłynie już bez nas. Nasz " medalion" został dezaktywowany.
Wobec czego nie miałam także dostępu do internetu.
Za taxi na Isla Verde chcieli 26-30 USD.
Na szczęście złapałam jakąś sieć miejską i udało się zamówić Ubiera.
Ten miał kosztować 9 usd, z czego po dojechaniu na miejsce zrobiło się 17. ( Baba krążyła że 2 razy w koło, bo nie zjechała w odpowiednim miejscu, a ruch był jednokierunkowy).
Wczoraj facet z naszego pensjonatu napisał, że od 10.00 nijaki Carlos będzie na nas czekał w salonie do którego to wejścia dostałam kod.
W końcu po. 11.00 zaczepiłam wchodzącego faceta, pytając o Carlosa.
Po kilku minutach się znalazł.
Od razu dostałyśmy pokój, klucze, dostęp do wi fi.
Obok lotnisko, a do plaży mamy z 200 metrów.
Woda w oceanie ciepła.
I żebyście wiedzieli, w niedzielę nie kursują autobusy miejskie.
Przystanek mamy tuż obok.