Pod condominium mam przystanek autobusu nr 5 oraz cały dzień do dyspozycji.
Na plaży nie poleżę tyle.
To co śniadanko w pokoju, wszak do dyspozycji aneks kuchenny. Potem na przystanek.
Trochę po angielsku, trochę po hiszpańsku dogaduję się z miejscowym. Dobra informacja to, że busem jedziemy bezpłatnie. Aby bus się zatrzymał trzeba pomachać.
Biegam po starówce, forty sobie daruję. Już tam byłam.
Starówka jest ok, dużo starych domów takich z XVIII wieku. Place, pomniki, parki.
Potem trafiam na ulicę, gdzie są reprezentacyjne budynki
Między innymi coś w rodzaju białego Domu. Przed nim mnóstwo pomników, głównie amerykańskich prezydentów, ale nie tylko.
Temperatura 30 C, podczas łażenia lekko dobija.
Wracam. Wieczorem, co prawda ciemno, ale nad morze. Piasek miałki i biały.
Dobrze sobie posiedzieć i szumu morza posłuchać.
Jutro przelot do nowego Jorku.
Generalnie San Juan jest drogie. Ceny w sklepach, jeżeli chodzi o żywność to dwa razy drożej niż w Polsce. Litr mleka ponad 2$, mały jogurt od 1,30$. Woda 1,5 l od 1$ w górę.
Drogeria, kosmetyki ceny podobne.