Rano okazało się, że mój hotel jest zaledwie 500 metrów od mostu Manhattan. Oczywiście swoje kroki najpierw tam skierowałam. Tyle, że nie na most, a pod most. Tak poprowadziła nawigacja.
Potem brzegiem rzeki do kolejnego mostu, Brooklyn.
Po mostach dzielnica finansowa czyli ulica Wall street.
Jakoś byka nie udało się znaleźć, tym razem.
Stamtąd do Battery Parku.
Szukałam darmowej podwozki tj. getry do Statui Wolności. Skończyło się na kupnie biletu dla seniorów ( powyżej 62 l) za 23, 20$. mBank policzył to na 84 zł.
Dawno że statku nie korzystałam ( ha,ha).
Najpierw był widok na Statuę wolności, z tyłu za mną Manhattan. Po kilkunastu minutach wylądowaliśmy. Schodzę z promu. Obchodzę wyspę Wolności. Potem wchodzę do pomnika. Część historyczna i schodami w górę. Można wejść na " murowaną podbudowę. Wyżej tylko że specjalnym biletem. Spokojnie obchodzę napawając się widokami.
Z Liberty Island prom przenosi mnie na Ellis Island. To tu imigranci spędzali pierwsze dni, często na kwarantannie. W budynkach oprócz nierozłącznych sklepów i kawiarni muzeum.
Kolejnym promem wracam do parku Battery
Stamtąd jeszcze WTC czyli 2 pomniki- baseny.
Dziś tylko do południowego można podejść. Jeżdżą maszyny i sprzątają leżący śnieg.
W ciągu dnia pogoda na niedużym plusie, do 4-5 C. Momentami nawet słońce.