Tak, już tu byłam. Nie pamiętam roku - trzebaby sprawdzić na geoblogu- ale było to po wielkim huraganie.
Poniszczył on wówczas domy, powyrzucać lodzie, całkiem spore, na brzeg, niekiedy daleko od wody.
Także lotnisko było zniszczone. Istniało zagrożenie, że brak będzie możliwości ładowania.
W końcu wtedy wylądowaliśmy, a odprawa odbywała się pod namiotem.
Teraz po przybiciu do portu, kilka km od centrum kupuję bilet na szybki prom do centrum.
7 USD w 2 strony. Dr facto płynę w jedną.
Łapię busola i za 2 USD jadę do Maho Beach.
To ta słynna plaża, gdzie za płotem lądują samoloty.
Po zniszczeniach ani śladu. Budynki lotniska duże i nowe.
Nie ma też murku przy lotniskowym płocie.
Plaża pozostała. Pomiędzy plażą a lotniskiem piaszczysta droga.
Ładuje tylko mały samolot.
Pozostała tablica ostrzegawcza.
Łapię busa do Philipsburga. Dość duży tłok na drodze powoduje, że i w tę stronę jadę ciut ponad 30 minut.
Wyspa nie jest płaska, jest trochę wzgórz. Jest dużo zieleni,nie tylko palmy.
Pogoda przeciętna. Jest 25-27 C. Niestety słońce gdzieś sobie poszło, chwilami kropi.