Kilka minut po 9.00 podjechał busik. Łącznie w 7 osób zawiózł nas na drugi koniec wyspy, 29 km.
Po drodze mijamy sklepy, meczety, domy. Nadal dominuje tu niskie budownictwo, jednorodzinne. Niemniej kilka wysokich budynków też było.
Na miejscu przypisują nam przewodnika. Ten informuje nas o kolejności zwiedzania.
A więc:
- obserwacja tutejszych orłów, są brązowe a zakończenia skrzydeł czarne. Są symbolem wyspy. Tu było ich kilkadziesiąt.
- karmienie i obserwacja makaków - dużo ich, płyną po jedzenie wrzucone do wody
Jedna nawet przyszła do naszej łódki.
- jaskinia krokodyli - tyle, że ich tam już nie ma, a poziom wody aktualnie za wysoki aby przez całą jaskinię przepłynąć.
- jaskinia nietoperzy - faktycznie są, nawet dużo ( ale nie tyle co w Międzyrzeczu, nawet nie ma co porównywać). Ostrzeżenie przed złośliwymi małpami grasującymi w stadach.
- farma rybna - pokaz dokarmiania, w tym manty. Można samemu spróbować, zamówić rybę.
- napis, reklamowany jako odpowiednik Hollywood, będzie na fotce.
- namorzynowy las, cały czas.
- ładne widoki i wysepki, wypływamy - na koniec, na morze, a tam mini plaże z piaskiem wciśnięte między klify. Te ostatnie nie tak wielkie.
Po 4 h wycieczkę kończymy lunchem, potem już transport do hotelu.
Było przyjemnie, z tym że łodzi i turystów od diabła z cholerą razem.
I... Kolejny masaż, trzeba korzystać z okazji i dobrych cen.
Jutro do bankomatu ; )