Z 30 minutowym opóźnieniem. Właśnie na lotnisku żadnego Piotra nie było. Była za to L., która z Gatwicka przyleciała kilka godzin wcześniej.
Bo jak mówią komunikacja tu dobra tyle, że po 21.00 już jej generalnie nie ma.
Toteż z lotniska do St. Peter przyjechaliśmy taxi.
Hostel z koleji to kolejny święty, tym razem Jerzy czyli po tutejszemu George.
Pokój ładny z widokiem na morze. Tyle, że póki co ciemno i morza nie widać.
W każdym razie klucze, w kopercie, czekały na nas w recepcji. Guernsey przyjęło nas małym deszczem.
Zresztą podobnie pożegnał nas dziś Londyn. Dobrze, że wczoraj było ciepło i słonecznie.
Podobno jutro też będzie słonecznie. Prognozy pokazują do max
12 C w dzień .
Przed przylotem tutaj, w Londynie zwiedziłam ponownie Muzeum Historii Naturalnej.
Średni plecak trzeba było tam zostawić w przechowalni ( koszt 6 GBF). Za to w hostelu Barmy backpeckers, gdzie spędziłyśmy 2 noce chcieli po 5 od osoby.
A jeszcze trzeba by do nich wrócić.
Po muzeum obiad i metrem przy ww muzeum dojazd do Western Ham, a tam przesiadka na kolej do City Airport.
Pierwszy raz byłam na tym niedużym lotnisku.
Pan z taśmy znęcał się nad moim plecakiem bo skaner pokazywał mi napoje. A ja nie miałam w plecaku żadnych napojów, za wyjątkiem miniaturki, o pojemności 20 mlm, wody toaletowej. Do dupy mają te skanery.
Z Poznania, po zainstalowaniu nowych, wywożę do 2 litrów napojów, bez żadnych problemów
Dodaję, że mapka w groblogu u mnie nie działa i nie wiem co dokładnie na niej wyskoczyło podczas wyboru miejscowości.